Konrad: Inspirowanie to moja pasja

11 października 2017

Zapaleniec, którego największymi pasjami są inspirowanie innych i tworzenie. Jak to się stało, że został programistą i trafił do Codecool? Przeczytaj historię Konrada!

 

Konrad Gadzina, IT mentor w krakowskim oddziale Codecool:

Wybór studiów był dla mnie oczywisty. Już w liceum zajmowałem się intensywnie programowaniem, więc zacząłem dzienne studia informatyczne na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. Mniej więcej w tym samym momencie dostałem propozycję pracy na stanowisku programisty w nowo powstającej firmie. Udało mi się połączyć pracę i studia. Najzabawniejsze było to, że wiedzę zdobytą w pracy wykorzystywałem na studiach, a nie odwrotnie. Na drugim roku miałem moment, kiedy chciałem rzucić studia. Po obronie inżynierskiej mocno zastanawiałem się, czy w ogóle robić magisterkę. Pracowałem już 3,5 roku i czułem, że nie nauczę się na studiach niczego, czego bym się nie nauczył skupiając się tylko na pracy. Na moją decyzję wpłynęła rozmowa ze znajomym, który powiedział mi, że wybiera się na Uniwersytet Jagielloński na specjalizację Produkcja gier video. I tak ja również poszedłem na UJ i jestem z tych studiów bardzo zadowolony. Oprócz przedmiotów technicznych, związanych stricte z programowaniem, były tam także fantastyczne przedmioty takie jak Wstęp do popkultury i dużo open minderów, czyli zajęć, które po prostu otwierały na myślenie.

Zanim dołączyłem do Codecool, pracowałem w GameDesire (wcześniej Ganymede). Jak tam trafiłem? Już od początku studiów magisterskich miałem tę firmę na oku. W końcu tuż przed obroną postanowiłem zaaplikować. Szukali zastępstwa za seniora, który właśnie odchodził. Musiałem rozwiązać zadanie na Codility, a następnie napisać grę rekrutacyjną. Kolejnym krokiem była rozmowa. Okazało się, że rekruterzy zwrócili dużą uwagę na to, że grę rekrutacyjną napisałem w JavaScripcie, mimo iż największe doświadczenie miałem w C#. Docenili, że nawet w procesie rekrutacji nie poszedłem najprostszą drogą, tylko postawiłem sobie wyzwanie, żeby się czegoś nauczyć. Rekruterom spodobał się mój profil na Stack Overflow – zobaczyli, że mam wiedzę i chcę się nią dzielić, przez co pasuję na seniora. Przyjęli mnie, mimo że nie znałem języka, w którym miałem pracować.

Pracowałem tam przez 2,5 roku nad trzema różnymi grami. Mój zespół składał się z kilku osób, w tym 3 programistów,  ale żaden z nich nie pracował wcześniej w innej firmie. Wtedy zobaczyłem, jak dużą wartością jest moje zróżnicowane doświadczenie – w poprzednich firmach widziałem, jak pracowali inni ludzie, wiedziałem jak pisać projekty i jak ich nie pisać. Dzięki temu już po miesiącu pracy poczułem, że ludzie rzeczywiście traktują mnie nie tylko jako seniora, ale też lidera. Po roku pracy zostałem oficjalnie team leaderem, co wiązało się z większą ilością zadań nie związanych z programowaniem. Bardzo często służyłem za tłumacza z zespołowego języka na “zarządowy” i odwrotnie. Przez ostatnie 9 miesięcy pracy miałem “własny” mały zespół, z którym robiliśmy nową grę mobilną. Do moich dotychczasowych obowiązków doszło bycie product ownerem projektu.

 

Co Cię doprowadziło do Codecool?

 

Moja firma ruszała w 2015 roku z inicjatywą GanymedeAcademy, która miała być serią wykładów o tworzeniu gier – nie tylko samym ich wymyślaniu, ale też stronie technologicznej, ujęciu marketingowym itp. Jako że byłem w firmie zapalonym orędownikiem wprowadzenia testów automatycznych i BDD (Behaviour-Driven Development), wspominałem kilkukrotnie, że mogę poopowiadać o tym. Mniej więcej w tym samym czasie Ganymede dostało zaproszenie do Siedlec na Konferencję Inżynierii Gier Komputerowych i dostałem propozycję, żeby reprezentować firmę. Przygotowałem prezentację o testach automatycznych w grach. Zaraz po przedstawieniu jej na IGK prezentowałem ją w ramach GanymedeAcademy. Następnie wybrałem się na Slavic Game Jam do Warszawy z prezentacją o inspiracji do tworzenia gier, potem prowadziłem warsztaty na konferencji Codepot i serię warsztatów Letnia #SzkołaGamedevu. Byłem prelegentem na Game Industry Conference w Poznaniu, gościnnie prowadziłem zajęcia na Uniwersytecie Pedagogicznym i AGH, a dzięki współpracy z Microsoftem prowadziłem warsztaty na Wyższej Szkole Ekonomii i Informatyki. I lawina ruszyła! To był dla mnie punkt zwrotny. To wtedy odkryłem, że prowadzenie warsztatów i przekazywanie swojej wiedzy daje mi największą satysfakcję i to jest coś, co chcę robić najbardziej.

Fot. Daniel Pochaba, Warsztaty z tworzenia gier w liceum Fundacji Wspierania Idei Marii Montessori „Ziarnko Maku”

 

Jak wygląda Twój dzień w Codecool?

 

Nie czuję znużenia gdy zbliża się poniedziałek. Cieszę się na samą myśl, że tu przyjdę i co mogę tu zrobić. Każdy dzień jest inny. W mojej pracy najważniejsze jest bycie dla studentów. Jestem dla nich dostępny, gdy mnie potrzebują. Sam także chodzę po sali i pytam, czy ktoś nie potrzebuje wsparcia. Jeżeli widzę, że ktoś napotkał problem, który może dotknąć większą grupę osób, to wstaję, proszę wszystkich o uwagę i na forum grupy opowiadam, jaki problem się pojawił. Wspólnie zastanawiamy się, jak go rozwiązać.

W Codecool mam też sporo pracy organizacyjnej – oceniam zadania, przygotowuję materiały na kolejne tygodnie, biorę udział w rekrutacji studentów i mentorów. Lubię się angażować, pomagam w prowadzeniu próbnych rozmów kwalifikacyjnych ze studentami, którzy kończą kurs. Poświęcam też swój czas na obserwowanie tego, jak rozwijają się inne lokalizacje Codecool.

Jedną z genialnych rzeczy jest to, że tutaj każdy głos ma znaczenie. Gdy byłem tu może od miesiąca, pozytywnie zaskoczyło mnie, że mentorzy z najdłuższym stażem uważnie słuchali mojego feedbacku i wyciągali z niego wnioski do swojej pracy. Szanujemy siebie nawzajem i to, że ktoś jest nowy, nie znaczy, że jego opinia nie jest ważna.

W pracy mentora ważne jest jasne stawianie oczekiwań. Gdy oceniam zadania, jestem rygorystyczny. Część studentów dała mi feedback, że jestem “cruel”. Ale nawet Ci, którzy tak mówili, na kolejnych ewaluacjach poprawili błędy, które im pokazałem i byli bardzo szczęśliwi, że dostali więcej punktów niż poprzednim razem. Poczuli wartość tego feedbacku i dostrzegli, jak pomogło to im się rozwinąć. Czepiam się szczegółów, ale dzięki temu projekty mają lepszą jakość. Dzięki temu, że na swojej drodze zawodowej zmierzyłem się z wieloma błędami i ich konsekwencjami, dziś mogę powiedzieć studentom “Nie idźcie tą drogą” i wytłumaczyć im dlaczego. Nie tylko mówię im jak robić, ale też jak nie robić. Na podstawie jednego banalnego wyboru z niebanalnymi konsekwencjami mogę powiedzieć: jeżeli masz dowolność w wyborze technologii, to nie wybieraj tej, w której jesteś najlepszy. Wybierz tę, która najlepiej pasuje do danego zadania.

 

Jak działa Twój work-life balance?

 

Aby zachować równowagę między życiem prywatnym i zawodowym, przyjąłem sobie proste założenie: Lubię tę robotę, bardzo. I bardzo chcę ją dalej lubić. Dlatego muszę mieć życie prywatne. Moment po wyjściu z pracy to czas dla mnie. Odkładam telefon firmowy, nie sprawdzam firmowego maila i Slacka. Nie odpowiadam na wiadomości w weekendy i studenci o tym wiedzą. Jestem bardzo zadowolony ze swojego work-life balance. Żeby to działało, trzeba zacząć szanować swój czas prywatny i sprawić, by inni go szanowali.

W czasie prywatnym gram na ukulele, gram w planszówki, czasem też na konsoli. Odpoczywam aktywnie, lubię działania, które mnie angażują, lubię tworzyć i majsterkować. Niedawno wróciłem do chodzenia na salsę, wkrótce planuję wrócić na ściankę wspinaczkową i Muay Thai.

 

Czym jest dla Ciebie programowanie?

 

Patrzę na programowanie z dwóch perspektyw – widzę je jako rozwiązywanie cudzych problemów i tworzenie. Obie te rzeczy uwielbiam w życiu prywatnym. Programowanie jest dla mnie czymś cudownym. Gdy ktoś zgłasza konkretny problem, można go rozwiązać, zautomatyzować, praktycznie usprawnić cudzą pracę. Robienie aplikacji biznesowych też jest rozwiązywaniem konkretnego problemu. I ten drugi aspekt programowania – twórczość. Uwielbiam tworzyć różne dziwne rzeczy. Muzykę, gry, cokolwiek! Potrafię bez reszty poświęcić się majsterkowaniu.

 

Skoro już o tym wspomniałeś… jakie masz pasje? Co jest dla Ciebie ważne?

 

Jestem jednym z tych szczęśliwców, który w wieku 18 lat wiedział, że jest na miejscu, w którym powinien być. Dotarło wtedy do mnie, że moją pasją jest inspirowanie.

Wiem, że potrafię to robić. Widzę, że wystarczy, jeśli powiem o tym, co robię sam – w jaki sposób to robię i jak to traktuję, a widzę zmianę na twarzach ludzi i zmiany w ich działaniu.

Prowadzę bloga Enklawa Twórcza, na którym umieszczam stworzone przeze mnie przedmioty. Każdy post zawiera zdjęcie zrobionej rzeczy, opis jak to zrobiłem oraz problemy, jakie napotkałem w trakcie wykonywania tego przedmiotu. Nie mam tu na myśli przeszkód typu “złamał mi się korek”, lecz taki problem, że przedmiot w mojej głowie był idealny. I to był problem, bo jego wyimaginowany perfekcyjny obraz powstrzymywał mnie od działania przez ponad rok. Żeby coś zrobić, trzeba działać. Done is better than perfect. Mam wiele pasji, którymi się zajmuję. Jedną z nich jest penspinning, czyli… kręcenie długopisem. Gram na ukulele, na harmonijce oraz zajmuję się iluzją.

 

Jaki naprawdę jest mentor Konrad?

 

Jestem pozytywnie myślącą osobą, ale jestem też pragmatykiem, realistą, zawsze mam plan B. Mam też otwarty mindset. Wolę założyć, że coś się może nie udać (i być na to przygotowanym!), niż nastawiać się zbyt optymistycznie i potem się załamać. Ale co jest najważniejsze? Jestem przygotowany na to, że nie będę przygotowany na wszystko, co się wydarzy. Nie z każdym problemem poradzę sobie sam. Czasem będzie potrzebna pomoc drugiej osoby. Z takimi przekonaniami żyję i dzielę się tym z innymi ludźmi.

Noszę w sobie wiele cytatów, którymi staram się żyć. Najważniejszy dla mnie, który staram się przekazywać dalej, to słowa Gandhiego:  “Musisz stać się zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. I to jest duży problem, że ludzie chcą by inni byli JACYŚ, ale sami tacy nie są.

Drugi cytat, który bardzo sobie cenię, usłyszałem w jednej z gier: “Strong man doesn’t need to read the future. He makes his own”. Każdy ma jakiś dar. Czuję, że moim jest inspirowanie. Kiedyś wierzyłem, że mogę zmieniać świat. Kilka lat temu przestałem w to wierzyć – zacząłem widzieć, że to robię.

 

Z Konradem rozmawiała Kati Płachecka